wtorek, 16 grudnia 2014

Aztec nails - dla odmiany dziś odskocznia od projektów :)

Hejka dziewczyny!

Ale mam dziś cudny dzień :)) Przeżyłam w południe mały szok - weszłam na FB, a tam przez nockę przybyło mi 100 nowych fanów. Sprawdzałam kilka razy, czy to nie pomyłka, ale chyba nie, bo od tej pory przybyło ich kolejnych 70... Nie udzielam się jakoś specjalnie i byłam tym totalnie zaskoczona. Oczywiście pozytywnie zaskoczona:) No w każdym razie "jestem wstrząśnięta nie zmieszana" ;))
Ale nie o tym miałam dziś pisać...
Moje czekoladowe mani musiało zniknąć, choć nosiło mi się je bardzo dobrze i usłyszałam kilkanaście przemiłych komentarzy pod jego adresem (głównie na zakupach w Rossmanie, a jakże;). Z dumą dodam, że nic sobie nie kupiłam, wpadłam tylko po dodatki do prezentów dla najbliższych i oparłam się pokusie choćby najmniejszego lakierowego zakupu.
 
OK tyle na wstępie, a teraz najważniejsze, czyli co tam dziś zmalowałam:)
No dobra tu też muszę jeszcze dołożyć małe co nieco (rozgadałam się dziś...) Od jakiegoś czasu podglądam bloga modowego Wiktorii (bo nie samymi pazurkami człowiek żyje) - zabawne, że jest w wieku mojej córki, ale podoba mi się to co robi, bo robi to z pasją :) Moje dzisiejsze zdobienie jest zainspirowane sweterkiem, który pokazywała na swoim blogu jakąś chwilę temu, a który strasznie mi się podoba (mam nadzieję, że Mikołaj to przeczyta, sic!). Oto on:
 
 
Gdyby ktoś miał ochotę zaglądnąć do Wiktorii, to zapraszam na jej bloga: KLIK oraz FB: KLIK
 
A teraz najwyższa pora na mnie i moje dzisiejsze mani:
 







 
Jeśli chodzi o wykonanie to 2 paznokcie pomalowałam turkusowym China Glaze Turned up turquoise. Na pozostałych paznokciach mam białe Wibo Extreme Nails nr 25 i azteckie wzorki. No właśnie... wzorki. Byłam przekonana, że mam w zapasach płytkę ze stempelkami w takie azteckie cuda, a tu klapa - ani jednego wzoru... I tak pozostało mi wszystko zmalować ręcznie. No więc wzięłam czarna farbkę akrylową i pędzelek i wymalowałam lewą rękę. Trwało to może pół godziny. Została tylko druga ręka... masakra, męczyłam się z nią prawie 2 godziny. Dobrze, że farbkę można łatwo zmyć wodą, bo poprawiałam chyba ze dwadzieścia razy. Widać lekkie niedociągnięcia, ale poprawiać już nie będę ;) Na koniec dodałam jeszcze top matujący Orly Matte Top. No i wreszcie gotowe:)
Mam nadzieję, że się Wam podoba!
Przesyłam buziaki
Kasia